artystycznie o vimie.
Na moim blogu to tak jakoś sprośnie – obrazki z /b/, przeklinanie, krótkie posty… Dziś będzie inaczej – no, nie wiem czy uda mi się długiego posta wygenerować, ale postaram się chociaż. Na pewno nie będę przeklinał, będzie trochę poezji, trochę malarstwa – ogólnie post na poziomie. Ponoć pomysły pojawiające się w sesji praktycznie zawsze znikają po niej, ale ja postanowiłem kilku stawić czoła. Jeden z takich pomysłów jest związany z trzema literkami – vim.
Wszystko zaczęło się w 1976 roku kiedy niejaki Bill Joy napisał edytor tekstowy – vi. vi jakoś tam sobie żyło, aż w 1991 roku Bram Moolenaar wydał vima, co oznacza VI iMproved… albo Vi IMproved, nigdy nie wiem. Żeby zbyt dużo nie pisać – to jest najlepszy edytor tekstowy pod Słońcem. Posiada cała gamę niezłych możliwości, potrafi generować (nie pseudo)losowe ciągi znaków… choć do tego trzeba przed vimem posadzić zwykłego użytkownika i poprosić go o wyłączenie programu.
Mało kto wie, ale o vimie pisał już najwspanialszy poeta niemiecki – Johann Wolfgang Goethe (1749-1832):
Ein Mann, der recht zu wirken denkt,
Muss auf das beste Werkzeug halten.
to w oryginale, a tu w przekładzie polskim:
Kto chce mieć wynik udatny na względzie,
najstosowniejsze niech bierze narzędzie!
Doskonale więc widać, że jakość narzędzia jakim jest vim znana była już na przełomie XVIII i XIX wieku. Pozwoliłem się zainspirować nieco plikiem README dla pluginu cvim. :)
Echa jakości vima pojawiają się nie tylko w literaturze. Skoczymy sobie teraz w dziedzinę malarstwa – nieco nowszego jednak, bo już dwudziestowiecznego. Jako, że pisać o malarstwie to jak tańczyć o architekturze, to po prostu popatrzcie:
No i właśnie z vimem związany jest mój, sesyjny, pomysł. Dziś zacząłem go realizować, tak na marginesie. Chcę sobie od nowa skonfigurować vima – napisać .vimrc od zera, bo sporo śmieci tam wylądowało różnych. Ściągnąć nowe wersje pluginów, wywalić nieużywane, dorzucić parę nowych (ale takich których będę używał). No i wzucić wszystko na bloga – może komuś się kiedyś przyda.
Aha, żeby nikt nie powiedził, że jestem fanbojem i nie widzę hołdu złożonemu przez sztukę emacsowi – największemu rywalowi vima, napiszę cos o sztuce i emacsie. Otóż emacs pojawił się nawet w polskiej kinematografii! Troche mnie zazdrość zżera, jako użytkownika vima, ale gratuluję! Kto nie zna niech ogląda.
czerwiec 24, 2009 @ 23:39
lolz